Kultura
Przed czterema laty zmarł Jacek Kaczmarski
2008-04-10, 12:57
Odszedł w wieku 47 lat, pozostawiając po sobie setki wierszy i piosenek, kilka powieści i licznych fanów, dla których jego twórczość była i wciąż jest drogowskazem w coraz bardziej skomplikowanym świecie. Dla milionów Polaków na zawsze pozostanie bardem śpiewającym o nadziei i walce, którego piosenki pomagały nie poddać się w trudnych czasach komunizmu. On sam przegrał dopiero z chorobą. Cztery lata temu, 10 kwietnia 2004 roku, umarł Jacek Kaczmarski.

Jacek Kaczmarski urodził się w roku 1957 w Warszawie. Wcześnie - jeszcze jako nastolatek - zaczął pisać teksty do późniejszych piosenek, zadebiutował zaś w roku 1976, mając zaledwie 19 lat, na Warszawskim Jarmarku Piosenki. Rok później zdobył nagrodę na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie za utwór „Obława”. W 1979 roku razem z Przemysławem Gintrowskim i Zbigniewem Łapińskim przygotował program poetycki „Mury”, zaczął koncertować. Stan wojenny zastał go we Francji. Został na emigracji, występował na rzecz podziemnej „Solidarności”, brał udział w licznych akcjach charytatywnych. W roku 1984 został członkiem Redakcji Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa w Monachium.

Po roku 1981, kiedy płytę z programem „Krzyk” cenzura, zamiast do dystrybucji, skierowała na przemiał, szczególnie zaś po rozpoczęciu przez Kaczmarskiego działalności w RWE – oficjalnie w Polsce nie można było wydawać jego twórczości. Rozpowszechniano ją jednak w drugim obiegu i utwory Kaczmarskiego szybko stały się symbolem walki z komunistycznymi władzami. Wówczas właśnie w opinii społecznej utrwalił się wizerunek artysty jako barda z gitarą śpiewającego „protest-songi”.

Artysta wrócił do Polski w roku 1990 i znów zaczął koncertować w kraju, słuchać go przychodziły tysiące ludzi. Wydawał kolejne płyty, w 1994 ukazała się także jego debiutancka powieść – autobiograficzny „Autoportret z kanalią”. W roku 1995 wraz z rodziną osiedlił się w Australii, jednak często odwiedzał Polskę, promując kolejne płyty. Wydawał kolejne książki, w których opisał życie emigrantów w Australii („Plaża dla psów”) i swoją pracę w Radiu Wolna Europa („Napój Ananków”), stworzył także satyrę społeczno-polityczną „O aniołach innym razem” oraz – wraz z córką Patrycją – opowieść dla dzieci „Życie do góry nogami”, traktującą o australijskiej codzienności widzianej oczami dziecka wychowanego w Europie.

W roku 2001 Jacek Kaczmarski świętował 25-lecie działalności artystycznej. Niedługo później – w marcu 2002, dwa dni po urodzinach – dowiedział się, że cierpi na raka przełyku. Wspierany przez fanów i przyjaciół rozpoczął kosztowne leczenie, mając nadzieję na uratowanie zdrowia i głosu. 17 marca 2004 roku Kaczmarski otrzymał Fryderyka za całokształt twórczości, ale nie był w stanie odebrać nagrody osobiście. Zmarł 10 kwietnia 2004 roku w Gdańsku, jego prochy spoczywają w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach.

Na twórczość Jacka Kaczmarskiego składają się głównie poezje – artysta napisał ponad 600 wierszy. Sam też komponował muzykę do swoich tekstów i śpiewał. Wśród jego pieśni przeważają ballady, którym towarzyszy zwykle tylko gitara, czasem fortepian, bardzo rzadko inne instrumenty. Początkowo zafascynowany muzyką Włodzimierza Wysockiego, z czasem wypracował swój własny styl. Opierał się na wzorach klasycznych, z rzadka tylko czerpiąc ze współczesnych kierunków muzycznych. Popularność przyniosły mu takie utwory, jak „Mury”, „Obława”, „Nasza klasa”, "Jałta” czy „Dzieci Hioba”. W sumie wydał osiem tomików poezji i nagrał 23 albumy. Teksty jego utworów znalazły się także w 15 śpiewnikach. Jego ostatnia płyta, „Mimochodem”, ukazała się w 2001 roku. Po zdiagnozowaniu choroby artysta musiał oszczędzać głos i nie mógł już śpiewać.

Dla szerokiej publiczności Jacek Kaczmarski pozostał ikoną „Solidarności”. Grono wielbicieli poety, prozaika i pieśniarza wciąż się powiększa, do wieloletnich fanów dołączają młodzi ludzie, którzy nie pamiętają stanu wojennego i komunizmu, jednak poruszają ich liryki, w których mieszają się historia, uczucia, pasje, prawda o świecie i człowieku. Z drugiej strony postać barda budzi także kontrowersje – na forach internetowych padają zarzuty o niemoralność dwukrotnie rozwiedzionego artysty, jego alkoholizm i niechęć do Polski. Tak więc dla jednych jest bohaterem narodowym, bardem „Solidarności”, którego pieśni podnosiły naród na duchu, dla innych znów zdrajcą, pijakiem i kobieciarzem. Sam artysta bronił się przed etykietkami, które próbowano mu przypinać, mawiał, że tylu jest Kaczmarskich, ilu ludzi, którzy go poznali. Tak pisał o sobie w „Testamencie '95”:

„Patrzono na mnie przez soczewki
Miłości, złości, interesu,
Przeinaczano moje śpiewki,
By się stawały tym, czym nie są.
Tak używano mnie w potrzebie
Aż dziw, że jeszcze mam ciut siebie”.

W trakcie choroby Jacek Kaczmarski nie tracił optymizmu. Żartował, że rodzina bardziej się przejmuje jego stanem niż on sam i wierzył, że może nie tylko pokonać raka, ale także wrócić do śpiewania. Nie zawsze wiodło mu się dobrze – dwukrotnie rozpadło się jego małżeństwo, na emigracji znalazł się samotnie i borykał się z problemami finansowymi, popadł w alkoholizm, a wyjście z nałogu zajęło mu siedem lat. Mimo to nigdy się nie poddawał. Pokonała go dopiero śmiertelna choroba.

"Nie wiem sam, co mi się marzy,
Jaka z gwiazd nade mną świeci,
Gdy wśród tych - nieobcych - twarzy
Szukam ciągle twarzy - dzieci,
Czemu wciąż przez ramię zerkam,
Choć nie woła nikt - kolego!
Że ktoś ze mną zagra w berka,
Lub przynajmniej w chowanego...

Własne pędy, własne liście,
Zapuszczamy - każdy sobie
I korzenie oczywiście
Na wygnaniu, w kraju, w grobie,
W dół, na boki, wzwyż ku słońcu,
Na stracenie, w prawo - w lewo...
Kto pamięta, że to w końcu
Jedno i - to samo drzewo..."

Jacek Kaczmarski, "Co się stało z naszą klasą" (fragment)

Iwona Borkowska