Giertych pisze, że sumienie nie pozwala mu sprawować swojej funkcji, a sam list jest znakiem sprzeciwu przeciwko sytuacji panującej obecnie na scenie politycznej. - „Gdybym przymknął oczy na niegodziwość, bezprawie oraz brutalne łamanie prawa, z pewnością nadal sprawowałbym swoją funkcję. (...) Uważam, że moment, w którym rządzący próbują wykorzystywać policję, prokuraturę i służby specjalne do wykańczania konkurentów politycznych, jest czasem próby”.
Szef resortu edukacji sugeruje, że obecna sytuacja przypomina powstawanie systemu totalitarnego. - „Systemy totalitarne nie nadchodziły nigdy od razu. Rodziły się stopniowo w wyniku braku sprzeciwu wobec policyjnych metod rządzenia. Brak sprzeciwu rodził postępujące państwo policyjne, aż wreszcie było za późno na sprzeciw. Tak rodziły się dyktatury. Silne państwo jest potrzebne, ale oznacza ono silne i bezwzględne przestrzeganie prawa, a nie bezprawne działania akceptowane przez najwyższe czynniki w państwie”.
Roman Giertych podkreślił w liście, że w przededniu odejścia zostawia oświatę „W trakcie pozytywnych zmian”. Wspomina program „Zero tolerancji dla przemocy w szkole”, dziesięcioprocentowe podwyżki dla nauczycieli, wprowadzenie mundurków szkolnych, uruchomienie programu „Tani podręcznik”. - „Nie uniknąłem pewnych błędów, za które przepraszam”. Na zakończenie listu minister edukacji sugeruje, że zmiany w polskiej edukacji powinny powstawać na fundamencie wartości. - „W tę stronę powinniśmy pójść”.