Boni przyznał, że zdecydował się na współpracę, bo był szantażowany. - Pod koniec sierpnia 1985 roku do mieszkania mojej przyszłej żony przyszli funkcjonariusze. Było to związane z jej działalnością kolporterską dla niezależnej oficyny. Po godzinnej rewizji i przedstawieniu zagrożenia, że trzyletnia dziewczynka zostanie przewieziona do izby dziecka, a ja będę narażony na plotki o zdradzie małżeńskiej, podjąłem decyzję o podpisaniu współpracy - tłumaczył działacz "Solidarności" z lat 80-tych. Zastrzegł, że nigdy funkcjonariuszom SB nie opowiadał o swoich kolegach z podziemia.
- Chciałbym, żeby Michał Boni odpracował swój błąd i pomógł mi w rządzie - skomentował jego wyznanie kandydat na premiera Donald Tusk. Nie chciał jednak zdradzić, czy Boni wciąż może liczyć na tekę ministra pracy. - W jakiej roli wystąpi - zobaczymy, ale mogę współpracować z człowiekiem, którego stać na taką decyzję, jaką dziś pokazał - podkreślił lider Platformy. Zastrzegł, że zanim złoży mu konkretną propozycję, będzie musiał przeprowadzić "poważne konsultacje" z Waldemarem Pawlakiem.
Boni pełnił już funkcję ministra pracy w gabinecie Jana Krzysztofa Bieleckiego, dwukrotnie był też wiceministrem tego resortu. W rządzie Jerzego Buzka był z kolei szefem gabinetu politycznego ministra Longina Komołowskiego. Jest jednym ze współtwórców programu politycznego Platformy Obywatelskiej. Doradza również Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.