Przedwczoraj funkcjonariusze ABW przeszukali mieszkania dwóch członków komisji weryfikacyjnej - Piotra Bączka i Leszka Pietrzaka, a także byłego oficera służb specjalnych Aleksandra L. i dziennikarza Wojciecha S. Dwóch ostatnich zatrzymano i postawiono im zarzuty powoływania się na wpływy i żądania korzyści majątkowej.
Według Bogdana Borusewicza, publikowane w mediach informacje o szczegółach raportu z weryfikacji WSI świadczą o tym, że w tej sprawie dochodziło do przecieków w samej komisji weryfikacyjnej. Borusewicz przypomniał, że program na ten temat zrobiła Telewizja Polska. Zdaniem marszałka Sejmu, decyzja prokuratury o zajęciu się tą sprawą była słuszna, zaś zatrzymanie dwóch osób wskazuje na to, że śledczy dysponują materiałami, które czynią ich zarzuty prawdopodobnymi.
Borusewicz przyznał, że jeśli prawdziwe są twierdzenia dziennikarzy TVP, jakoby funkcjonariusze ABW odebrali im kamerę i poddali rewizji osobistej, to oznaczałoby to, że Agencja "posunęła się za daleko". W ocenie marszałka, wystarczające byłoby usunięcie dziennikarzy z miejsca operacji i skasowanie materiału, który tam nagrali.
Tymczasem według Jarosława Kaczyńskiego, działania ABW mogły mieć na celu zdobycie aneksu raportu z likwidacji WSI zanim jeszcze zostanie on upubliczniony. Prezes PiS zaznaczył jednak, że aneksu nie ma nigdzie, poza miejscami, w których ma prawo być przechowywany.
Były premier podkreślił, że szczególnie niepokoi go sposób, w jaki funkcjonariusze ABW potraktowali przybyłych na miejsce dziennikarzy TVP. - Innej władzy by tego nie wybaczono - podkreślił gość Polskiego Radia. W jego opinii, obecnie ma miejsce ciche "wprowadzanie elementów państwa, które w sposób nieuprawniony i z powodów czysto partykularnych stosuje przymus".