Premier Donald Tusk zapowiadał podczas obrad w styczniu 2008 roku między innymi wzrost składki na ubezpieczenie zdrowotne o jeden punkt procentowy w 2010 roku. Apelował też o zawarcie kompromisu ponad podziałami politycznymi, którego efektem miało być dobre prawo.
Związkowcy i opozycja ostro krytykują rząd za brak działań zmierzających do poprawy sytuacji w ochronie zdrowia. Przewodnicząca Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ "Solidarność Maria Ochman uważa, że Biały Szczyt okazał się PR-owskim zagraniem gabinetu Donalda Tuska. Również przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Krzysztof Bukiel podkreślił, że po 2 latach, mimo obietnic reform, nie widać przełomu w funkcjonowaniu opieki zdrowotnej. Z kolei były minister zdrowia Marek Balicki powiedział, że nie było nawet próby wprowadzenia w życie uzgodnień białego szczytu. Dodał jednak, że dokonywanie podsumowań przez opozycję w roku wyborczym ma charakter kampanii wyborczej.
Projekt dokumentu z ustaleniami "białego szczytu" zakładał wprowadzenie niewielkiej odpłatności za część świadczeń zdrowotnych, stworzenie systemu dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych oraz zwiększenie publicznych nakładów na służbę zdrowia do 6 procent PKB.
Największe związki zawodowe działające w służbie zdrowia nie podpisały rekomendacji "białego szczytu", wśród nich Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy, Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych, NSZZ "Solidarność" oraz Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych.