Raport Polska.pl
Polaków życie na kredycie
2008-01-19, 19:00
Dobra koniunktura gospodarcza oraz szybki wzrost płac sprawiły, że w ubiegłym roku chętniej niż kiedykolwiek decydowaliśmy się na zaciąganie kredytów. Polacy najwidoczniej chcieli szybko nadrobić zaległości z ostatnich lat, kiedy to ekonomiczna stagnacja i rosnące bezrobocie skłaniały do zakupowej wstrzemięźliwości.

Jak wynika z danych Narodowego Banku Polskiego, w sierpniu ubiegłego roku należności polskich gospodarstw domowych z tytułu pożyczek i kredytów przekraczały 232 mld zł i były o ponad 40 mld zł większe niż w lutym 2007 roku. Tak rekordowego wzrostu zadłużenia Polaków nie odnotowano nawet w okresie kredytowego boomu z końca lat 90-tych. Według badań PBS przeprowadzonych na zalecenie Open Finance i "Gazety Prawnej", przynajmniej jedną pożyczkę spłaca już co trzeci mieszkaniec naszego kraju. Znaczna większość, bo aż 79 proc., zdecydowała się na skorzystanie z oferty banków. Dużo mniej popularne były pożyczki w zakładach pracy i sklepach (po 8 proc.), a także kredyty w kasach oszczędnościowo-kredytowych i pożyczki zaciągane w innych instytucjach finansowych (po 3 proc.). Zaledwie co pięćdziesiąta zadłużona osoba decydowała się na pożyczenie pieniędzy od rodziny.

Ufniejsi konsumenci

Źródeł większej gotowości Polaków do zadłużania się upatrywać należy przede wszystkim w ożywieniu naszej gospodarki, które przełożyło się na zauważalny wzrost wynagrodzeń wielu pracowników. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, ubiegłoroczny wzrost średniej pensji wyniósł 13 proc. Obliczany przez GUS tzw. wskaźnik ufności konsumenckiej, oddający skłonność konsumentów do większych zakupów, osiągnął w ubiegłym roku poziom najwyższy od 10 lat. Spadek obawy przed utratą pracy spowodował, że łatwiej decydujemy się na przyjęcie na siebie większych zobowiązań finansowych.

Przystępniejsze banki

Do wzrostu liczby i wartości udzielanych pożyczek w dużym stopniu przyczyniło się również uproszczenie przez banki procedur udzielania kredytów. Jeszcze kilka lat temu trwały one niekiedy kilka tygodni, a teraz często załatwiane są praktycznie "od ręki" lub zajmują najwyżej kilka dni. Co więcej, w przypadku mniejszych kwot tradycyjne zaświadczenia z pracy o zatrudnieniu i zarobkach powoli są zastępowane przez oświadczenie kredytobiorcy, że ma źródło utrzymania i jest w stanie spłacić pożyczkę. Przyspieszenie podejmowania decyzji przez banki wymusiła z jednej strony rosnąca konkurencja między instytucjami finansowymi, z drugiej zaś ich coraz większa wiedza na temat swoich klientów. W tej sytuacji standardem staje się składanie wniosku o kredyt przez telefon lub za pośrednictwem internetowej witryny banku, a nawet poprzez komunikator sieciowy. Do rzadkości nie należą już przypadki, kiedy to sam bank, posiadający informacje o operacjach dokonywanych na naszym koncie, dzwoni do nas i proponuje nam zaciągnięcie kredytu.

Konsumpcyjny raj

W 2007 roku doszło do prawdziwego boomu na kredyty konsumpcyjne. Rosnącą popularność tego typu pożyczek potwierdzają dane GE Money Banku,  jednego z największych graczy na rynku tzw. finansów konsumenckich. Wartość kredytów gotówkowych udzielonych przez niego od stycznia do listopada ubiegłego roku była o 18 proc. wyższa niż w analogicznym okresie 2006 roku. Ze statystyk NBP wynika natomiast, że od stycznia do listopada ubiegłego roku nasze zadłużenie z tytułu różnego rodzaju pożyczek konsumpcyjnych zwiększyło się aż o 15 mld zł. Dla porównania, w 2006 roku wzrost ten wynosił 11 mld zł, zaś rok wcześniej - 8 mld zł. Warto zauważyć, że przytoczone dane nie obejmują  grudnia, kiedy to wielu Polaków pożycza gotówkę na zorganizowanie świąt. W rekordowym dla banków grudniu 2006 roku nasze zadłużenie netto wzrosło o 1,1 mld zł. Zdaniem analityka Open Finance Mateusza Ostrowskiego, końcówka 2007 roku okaże się jeszcze lepsza - wartość udzielonych kredytów mogła się wówczas zwiększyć o nawet 2-3 mld zł.

Popularności kredytów konsumpcyjnych nie ograniczyły nawet cztery ubiegłoroczne podwyżki stóp procentowych zarządzone przez Radę Polityki Pieniężnej, w wyniku których podstawowa stopa  procentowa wzrosła z poziomu 4 proc. na początku 2007 roku do 5 proc. na koniec roku. Jak tłumaczą eksperci, w przypadku kredytów konsumpcyjnych nie ma bezpośredniego przełożenia między ceną pieniądza a oprocentowaniem pożyczki. Średnia marża banku na takim kredycie wynosi bowiem 4-5 proc. i jest kilkakrotnie wyższa od zarobku na kredycie hipotecznym. W tej sytuacji banki mogły pozwolić sobie na ograniczenie marży i utrzymanie oprocentowania na dotychczasowym poziomie. Dzięki temu tzw. szybkie pożyczki nie są dziś - w przeciwieństwie do kredytów hipotecznych -  dużo droższe niż przed rokiem.

Ubiegłoroczne badania Instytutu Pentor pokazały, że Polacy pożyczone pieniądze najchętniej wydają na sprzęt AGD (23 proc.), sprzęt RTV (17 proc.) oraz pozostałe wyposażenie mieszkania  (17 proc.). Prawie co dziesiąty ankietowany zadłużył się aby kupić komputer. Niepokoić może natomiast fakt, że wciąż co piąty respondent deklaruje, iż musi pożyczać gotówkę na bieżące potrzeby życiowe. Na pocieszenie można przytoczyć badania PBS z 2005 roku, kiedy przyznawał się do tego co czwarty ankietowany.

Polubiliśmy karty

Coraz popularniejszą alternatywą dla kredytów gotówkowych stają się w naszym kraju karty kredytowe. W portfelach Polaków jest już ich obecnie 7,5 miliona. Dynamikę wzrostu tego sektora najlepiej oddaje fakt, że w ciągu ostatnich czterech lat liczba kart kredytowych wzrosła aż siedmiokrotnie. Banki zainteresowane są promowaniem tych produktów, gdyż są one dla nich bardziej dochodowe od gotówkowych pożyczek konsumenckich. W zamian za wygodę - brak konieczności wypełniania wniosków oraz odnawialność raz przyznanego limitu - posiadacz karty musi pogodzić się z oprocentowaniem sięgającym nawet do 20 proc. rocznie. Nic więc dziwnego, że banki coraz częściej same przysyłają do swoich klientów karty kredytowe i zachęcają do ich aktywacji. Oferty takie składane są także osobom, które zdecydowały się na skorzystanie z zakupów ratalnych.

Do banku po własny kąt

Ubiegłoroczny wzrost zadłużenia Polaków w dużej mierze generowany był przez rosnącą popularność kredytów zaciąganych na zakup nieruchomości. Z danych banku centralnego wynika, że w lipcu 2007 roku nasze łączne należności z tytułu pożyczek hipotecznych przekroczyły 100 mld zł, co oznacza sześciokrotny wzrost w ciągu ostatnich pięciu lat. Z kolei Związek Banków Polskich poinformował, że już w maju liczba gospodarstw domowych, które spłacają tego typu kredyty, przekroczyła milion. Dla porównania, w 2002 roku było to zaledwie 255 tys. rodzin.

Na szybki wzrost zadłużenia hipotecznego wpłynął niewątpliwie utrzymujący się w naszym kraju głód mieszkaniowy (według szacunków w Polsce wciąż brakuje około 2 milionów mieszkań), który sprawił, że nawet rosnące ceny nieruchomości nie odstraszyły Polaków od ich kupowania. Nie bez znaczenia był również fakt, że konkurencja między bankami spowodowała, że prowizja za kredyty hipoteczne w niektórych przypadkach spadła do najniższego w Europie poziomu 0,5 pkt proc. Walczące o względy klientów banki bardzo liberalnie oceniały również ich możliwości finansowe, przez co zdolność kredytowa Polaków rosła znacznie szybciej niż ich zarobki.

Solidny jak Polak?

Zdaniem Alfreda Adamca, głównego ekonomisty Noble Banku, w ciągu najbliższych 2-3 lat nie należy spodziewać się poważniejszej recesji gospodarczej, która mogłaby zagrozić spłacaniu przez Polaków ich finansowych zobowiązań. Do optymizmu skłania również fakt, że statystyczny pożyczkobiorca ze spłaty kredytu wywiązuje się znacznie lepiej niż jeszcze kilka lat temu, co znacznie ograniczyło udział tzw. złych długów. Z drugiej strony eksperci ostrzegają, że żyjemy na styk - wydajemy większą cześć pensji i nie oszczędzamy na czarną godzinę. Niepokojem napawają badania przeprowadzone przez firmę doradztwa finansowego AZ Finanse. Prawie dwie trzecie (62 proc.) respondentów zadeklarowało, że w razie utraty pracy jedynie przez miesiąc mogliby spłacać swoje zobowiązania finansowe - raty kredytów i stałe wydatki rodziny. Co trzeci ankietowany twierdził, że utrzyma płynność finansową przez 3 miesiące, a jedynie co dziesiąty zapewniał, że będzie mógł dalej spłacać kredyty przez ponad pół roku. W praktyce oznacza to, że ponad połowie Polaków grozi niewypłacalność w przypadku chwilowej nawet utraty pracy.

Kryzys nam nie grozi....

Według badań firmy doradczej Expander, najlepiej spłacanymi pożyczkami w kraju są kredyty hipoteczne. Jedynie co pięćdziesiąty kredytobiorca ma problemy z bieżącym regulowaniem takich zobowiązań. Tymczasem w przypadku ponad 13 proc. kredytów gotówkowych występują opóźnienia ze spłatą przekraczające 30 dni.

Zdaniem większości ekonomistów, w najbliższym czasie nie należy się obawiać pojawienia się w naszym kryzysu kredytów hipotecznych o obniżonej wiarygodności (tzw. subprime), który dotknął USA i niektóre kraje Europy Zachodniej. Jak przypomina Leszek Pawłowicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, polski rynek kredytów hipotecznych jest wciąż stosunkowo mały i nieadekwatny do naszego potencjału demograficznego i ekonomicznego. Najlepiej ilustruje to relacja wartości kredytów hipotecznych do wielkości PKB, która wynosi w Polsce około 10 proc., podczas gdy średnia dla UE to około 50 proc., a w przypadku USA sięga ona aż 75 proc.

...ale trzeba uważać

Pawłowicz zwraca jednak uwagę, że w Polsce pojawił się już ten sam mechanizm ekspansji kredytowej, który na rynkach wielu krajach rozwiniętych spowodował kryzys płynności finansowej. Nasilająca się konkurencja skłoniła większość banków działających w naszym kraju do oferowania kredytów hipotecznych bez należytego zabezpieczenia. Zdolność kredytowa Polaków jest często sztucznie powiększana poprzez skrajne wydłużanie okresu kredytowania, który niekiedy trawa aż pół wieku. Do rzadkości nie należą przypadki, gdy bank rezygnuje z wymogu posiadania wkładu własnego i godzi się na udzielanie kredytu opiewającego na 100 proc. ceny nieruchomości, a nawet przekraczającego jej wartość. Według raportu Open Finance, wysokość statystycznego kredytu hipotecznego sięgnęła w ubiegłym roku 85-90 proc. wartości nabywanej nieruchomości.

Ryzykowne franki

Problematyczna może okazać się także spłata kredytów przez te osoby, które zdążyły zaciągnąć pożyczki we frankach szwajcarskich, zanim Komisja Nadzoru Bankowego zaostrzyła w lipcu 2006 roku zasady badania zdolności kredytowej w takich przypadkach. Zadłużanie się w szwajcarskiej walucie wydaje się być bardzo atrakcyjne, ze względu na niższy koszt takiego kredytu. Pożyczkobiorca bierze jednak na siebie ryzyko wzrostu kursu franka wobec złotówki, co natychmiast doprowadziłoby do znacznego zwiększenia spłacanej przez niego miesięcznej raty.

Za alarmujące należy też uznać wyniki badań przeprowadzonych przez sieć doradców AZ Finanse. Okazuje się, że aż 55 proc. osób pożyczających pieniądze pod hipotekę przeznacza ponad połowę swoich dochodów na spłatę rat kredytów i uregulowanie rachunków. Jedynie dla co siódmego z nich te koszty stałe są mniejsze niż 20 proc. uzyskiwanych przychodów. - Nawet bardzo wysoka w porównaniu do zarobków rata kredytu nie rodzi większych zagrożeń, o ile kredytobiorca ma zgromadzone oszczędności na czarną godzinę - przyznaje Mariusz Kacała, szef AZ Finanse. - Kłopot w tym, że większość polskich klientów banków takich oszczędności nie ma - ostrzega.

Jakub Parnes