Wczesne rozpoznanie choroby nowotworowej zwiększa szanse na jej całkowite wyleczenie – powtarzają lekarze. Tymczasem Polacy zgłaszają się na badania, kiedy jest już na to zbyt późno - wykonują je dopiero, gdy coś zaczyna im poważnie dolegać. Niestety problem w tym, że wówczas bywa już „po szkodzie”, której można było zapobiec. W przypadku prewencji i leczenia chorób nowotworowych, właśnie profilaktyka ma ogromne znaczenie, zważywszy na fakt, że z powodu raka umiera obecnie bardzo wielu Polaków.
Polskie statystyki dotyczące nowotworów pozbawiają złudzeń – co roku z ich powodu umiera 85 tysięcy Polaków. Każdego roku na raka zapada w Polsce 130 tys. osób, a prognozy wskazują, że za dziesięć lat może być to aż 160 tysięcy rocznie. Z ustaleń Polskiej Unii Onkologii wynika, że w naszym kraju całkowicie wyleczonych z nowotworu zostaje średnio około 30 procent osób dorosłych i 75 procent dzieci. Wydawać by się mogło, że to dobry wynik, jednak jeżeli zestawić go z danymi z Europy Zachodniej, to Polska w dalszym ciągu jest w przysłowiowym ogonie. Z danych z 2007 roku wynika że, nasz kraj zajmuje dalekie 22. miejsce w Europie pod względem skuteczności leczenia raka.
Główny zabójca
Z raportu o epidemiologii nowotworów złośliwych w Polsce w 2006 roku, którego autorami są Urszula Wojciechowska, Joanna Didkowska i Witold Zatoński z departamentu epidemiologii i prewencji nowotworowej Centrum Onkologii w Warszawie, wynika, że nowotwory złośliwe są drugą przyczyną zgonów w Polsce. Powodują one ponad 26 procent zgonów u mężczyzn i 23 procent zgonów u kobiet. Niestety Polska negatywnie wyróżnia się na tle Europy – nowotwory są główną przyczyną umieralności przed 65. rokiem życia.
Raport pokazuje, że w populacji kobiet nowotwór umiejscawia się najczęściej w piersiach, płucach i macicy. Niepokojąco przedstawia się statystyka dotycząca raka płuca – coraz częściej to właśnie on staje się przyczyną śmierci kobiet. W przypadku nowotworu piersi mówi się o stałej liczbie zachorowań, ale też obserwuje się wyraźne zahamowanie czy też spadek umieralności, co świadczyć może o pierwszych pozytywnych wynikach programów zapobiegania nowotworom piersi w Polsce. Wyraźnie niekorzystnie przedstawia się na tle innych krajów europejskich polska walka z rakiem szyjki macicy.
W przypadku mężczyzn, podobnie jak u kobiet, to rak płuca jest nowotworem odpowiedzialnym za największą zachorowalność. W następnej kolejności autorzy raportu wymieniają raka jelita grubego oraz gruczołu krokowego, czy raka tarczycy, na którego częściej niż mężczyźni, zapadają kobiety.
Choć Polacy śledzą w mediach doniesienia dotyczące śmiertelności i zagrożeń nowotworami, a ich wiedza na ten temat jest z każdym rokiem coraz większa, to jednak w dalszym ciągu niewystarczająca. Pomimo licznych kampanii społecznych, których celem jest uświadomienie konieczności wykonywania badań profilaktycznych, Polacy leczenie odkładają na później.
Niechęć do badań
Na medycynie wszyscy „znamy się” doskonale, podobnie jak na polityce i ekonomii – mówiło się niegdyś. Wydaje nam się, że potrafimy wyleczyć się z wielu dolegliwości, a to wcale nie przekłada się na świadomość profilaktyki zdrowotnej. Niestety tylko w teorii wiemy jak ma wyglądać zapobieganie chorobom nowotworowym. Z praktyką bowiem bywa już różnie.
Tylko z pozoru niechęć Polaków do wykonywania badań profilaktycznych wydaje się być niezrozumiała. Ze względu na sytuację polskiej służby zdrowia, jej kondycję, skłaniamy się coraz częściej do samoleczenia. Z drugiej strony odkładamy wizyty u lekarzy, nie korzystamy z badań, bo skoro „nic nie boli”, nie widzimy takiej potrzeby. Na ten portret niechęci Polaków do badań nakłada się z pewnością brak zaufania do lekarzy i proponowanych przez nich sposóbów leczenia. Zdaniem wielu rodaków lekarz nie jest w stanie postawić odpowiedniej diagnozy, a sam pacjent zna swój organizm najlepiej i postrzega siebie jako najlepszego medyka. Brak wsparcia psychicznego ze strony lekarzy jest zatem tylko jednym z powodów niechęci do badań.
Nie pomagają kampanie i akcje społeczne zachęcające do badań profilaktycznych. Przykładem może być zainicjowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia program zapraszania kobiet w wieku od 25 do 59 lat na bezpłatne badania cytologiczne i mammograficzne. Imienne zaproszenia rozsyłane były w pierwszej kolejności do kobiet, które w ciągu ostatnich lat nie miały wykonywanych tego typu badań. W całej Polsce wysłano 12,2 mln zaproszeń na profilaktyczne badania (raka piersi i szyjki macicy), co wynikało z przekonania, że bezpośrednie zaproszenie odniesie większy skutek niż medialne kampanie społeczne. Do przychodni na badania cytologiczne jednak zgłosiło się zaledwie 686 tysięcy pań, zaś z mammografii skorzystało w 2007 roku 934 tysiące kobiet.
Dlaczego w Polsce mamy do czynienia z taką niechęcią do badań profilaktycznych? Niewątpliwie fatalna kondycja służby zdrowia, kolejki w zatłoczonych przychodniach, długie oczekiwanie w kolejce do specjalisty, a także biurokratyczna machina polskiej służby zdrowia, a niekiedy przedmiotowe traktowanie pacjentów, może negatywnie wpłynąć na nastawienie do wykonywania jakichkolwiek badań i leczenia. Nie chodzi tu jedynie o nowotwory, ale i o jakąkolwiek chorobę. Czas jednak w przypadku „tykającego” w ludzkim organizmie raka jest kluczowy i to właśnie badania profilaktyczne pełnią istotną rolę w prewencji chorób nowotworowych - w wielu przypadkach pozwalają wykryć nowotwór we wczesnym stadium.
Ze strachu przed prawdą…
Wokół słowa „nowotwór” wyrasta swoista psychoza, choć przecież wiadomo, że wiele z nich wykrytych stosunkowo wcześnie jest całkowicie uleczalnych. Nowotwory w Polsce wzbudzają przerażenie - uważane są za niepokonaną siłę, a sama nazwa „rak” wywołuje lawinę negatywnych skojarzeń. Źródłem lęku jest brak wystarczającej wiedzy na temat choroby, jej przyczyn, czy możliwości skutecznego opanowania schorzenia. Funkcjonujące powszechnie mity przyczyniają się do budowania wokół nowotworów atmosfery strachu. Tego typu myślenie z pewnością przekłada się również na akcentowaną powyżej niechęć Polaków do wykonywania badań profilaktycznych.
Powszechnie niestety w dalszym ciągu mamy do czynienia z przekonaniem, że słowo „nowotwór” oznacza jedynie „wyrok”. Rak jest tematem tabu, który postrzegany jest w kategoriach „wywoływania wilka z lasu”. Myślenie o nim sprowadza się najczęściej do pojawienia się lęku, odrętwienia, bo może lepiej nie wiedzieć… Z nowotworami jednoznacznie kojarzone jest cierpienie i śmierć. To pogłębia psychozę związaną z mówieniem i myśleniem o raku, rodzi się niepokój, że po diagnozie pozostaje jedynie „oczekiwanie na śmierć". Wielu woli nie przyjmować do wiadomości, że nowotwory wcześnie wykryte są w większości przypadków całkowicie wyleczalne, niestety tym samym pogłębiając swoje lęki i obawy.
Lęk przed rakiem potęguje z pewnością fakt, iż wielu z nas nie potrafi rozmawiać o sobie, czy też wstydzi się własnego ciała, nie obserwuje go, podczas gdy to właśnie obserwacje mogą często pomóc we wczesnym wykryciu nowotworu. Często lekceważy się jednak objawy, tkwiąc w przeświadczeniu, że samoistnie przeminą. Dlatego też wydaje się, że strach przed nowotworem wynikać może również z samego sposobu postrzegania chorób przez Polaków. Niestety często na jakiekolwiek schorzenie patrzymy jako na słabość, co sprawia że lęk przed diagnozą bywa czasem silniejszy niż rozsądek. Kiedy już trafiamy do lekarza, który stwierdza, że cierpimy z powodu nowotworu, pojawiają się inne doświadczenia. Medycy bowiem nie zawsze potrafią przekazać tego typu wiadomość, a pacjenci załamują się po otrzymaniu takiej diagnozy. Trudno później pozbyć się traumy oczekiwania na śmierć, przekonania o ciążącym na nas wyroku.
To tylko diagnoza
W ostatnich latach zmienił się nieco stosunek do osób chorych na nowotwory i poziom wiedzy o chorobach nowotworowych. Polacy coraz więcej wiedzą o raku, znają objawy, zaczynają obserwować siebie. W Polsce coraz częściej o swojej chorobie mówią znane osoby, co pozwala oswoić lęk przez rakiem. Samo podejście mediów do tej kwestii również zaczęło się zmieniać. Artyści, politycy, czy dziennikarze mówią o swojej chorobie, choć przyznają, że nie przychodzi im to z łatwością. Krystyna Kofta, Krzysztof Kolberger, czy Kamil Durczok przyczynili się w sporym stopniu do przełamania traumatycznych lęków Polaków odnośnie raka.
„Odczarowywać” raka próbują również liczne kampanie społeczne, których celem jest zwiększanie świadomości zagrożeń chorobami nowotworami. Ich lista jest długa. Zdecydowana większość z nich przełamuje stereotypowe postrzeganie nowotworów, akcentując szanse na wyleczenie, nakłaniając do wizyt u lekarza i wykonywania badań profilaktycznych. Można zatem mówić o pewnej zmianie w postrzeganiu nowotworów w Polsce. Nie oznacza to jednak, że wiedza Polaków dotycząca nowotworów jest wystarczająca, to bowiem zaledwie mały krok ku oswojeniu problemu chorób nowotworowych. Niestety, w wielu przypadkach wszelkie akcje profilaktyczne przyjmowane są z przeświadczeniem „mnie to nie dotyczy”.
Wiele osób bowiem zna problem nowotworów jedynie z telewizyjnych kampanii, czy relacji znanych osób. Badania jednak odkłada na później, przekonana, że „jeszcze zdąży”. Tymczasem bagatelizowanie, czy też wręcz ignorowanie niepokojących objawów może sprawić, że na skuteczne leczenie bywa po prostu za późno. Dlatego badać powinniśmy się nie tylko wtedy, gdy zaobserwujemy u siebie objawy mogące świadczyć o nowotworze, ale dla własnego bezpieczeństwa, we wskazanych przez lekarzy terminach i co ważne – regularnie. Warto też pamiętać, że im większą wiedzę mamy na temat nowotworów, tym lepiej i skuteczniej możemy się przed nimi bronić.
Profilaktyczne paradoksy
„Nowotwór wcześnie wykryty jest wyleczalny” – przypominają nam hasła różnych kampanii społecznych. Media powtarzają, że jesteśmy lekkomyślni, zaniedbujemy badania, opóźniamy własne leczenie. Tymczasem sama służba zdrowia wydaje się być niewydolna – wydłużające się kolejki do badań onkologicznych, ograniczony dostęp do lekarzy specjalistów. Okazuje się, że przeraża nas nie tylko samo słowo „nowotwór”, kojarzone często z wyrokiem, ale też system opieki zdrowotnej. Trudno o optymizm, jeżeli mamy świadomość, że w kolejce po diagnozę przyjdzie nam czekać kilka miesięcy, a sam lekarz będzie miał dla nas zaledwie kilka minut. Nic dziwnego, że to długie oczekiwanie rodzi apatię, rozpacz czy bezsilność.
Pacjenci skarżą się na kolejki i wydłużenie czasu oczekiwania na wizytę u onkologa. Tymczasem w przypadku leczeniu nowotworów to czas jest głównym czynnikiem określającym szansę na powrót do zdrowia. To ogromny problem, zważywszy, że w naszym kraju nie ma danych dokładnych danych dotyczących osób zdiagnozowanych i oczekujących na leczenie onkologiczne. Trudno również o statystki odnośnie długości oczekiwania na samą terapię. Nie wiadomo zatem, ile upływa od stwierdzenia nowotworu u pacjenta do rozpoczęcia leczenia.
Niewątpliwie do tej sytuacji przyczynia się brak funduszy. Nie bez znaczenia pozostaje również brak samych lekarzy, gdyż wielu specjalistów zdecydowało się wyjechać za pracą za granicę. To również przyczynia się do powstawiania gigantycznych kolejek do lekarzy.
Narodowa walka z rakiem
W 2006 roku wystartował po kilka latach przygotowań Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych, który ma być realizowany do 2015 roku. Miał być odpowiedzią na niechlubne statystyki, według których Polska przoduje ponad względem zachorowalności na nowotwory i umieralności z ich powodu.
Jako cele programu wskazano zahamowanie wzrostu zachorowań na raka i osiągnięcie średnich europejskich wskaźników w zakresie wczesnego wykrywania nowotworów w Polsce. Ważnym zadaniem stało też osiągniecie odpowiednich wskaźników w skuteczności leczenia oraz stworzenie warunków do wykorzystania w praktyce onkologicznej postępu wiedzy o przyczynach i samym rozwoju chorób nowotworowych. W Narodowym Programie Zwalczania Chorób Nowotworowych zapisano też jako cel utworzenie systemu ciągłego monitorowania skuteczności walki z nowotworami w skali kraju, ale również w poszczególnych regionach kraju.
Program zwalczania nowotworów, szczególny nacisk ma kłaść na edukację oraz prewencję dotyczącą raka. Ważną jego częścią są szkolenia dla lekarzy rodzinnych w zakresie wiedzy onkologicznej, aby mogli oni pomagać we wczesnym wykryciu nowotworu. Tymczasem rzeczywistość niezupełnie jest zgodna z teorią… Kilka dni temu ukazał się raport Najwyższej Izby Kontroli dotyczący realizacji Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych, w którym wykazano poważne błędy.
Diagnoza NIK
Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła realizację Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych w latach 2006-2008 (I półrocze) w 66 jednostkach, które odpowiedzialne były za jego przeprowadzanie. Kontrola objęła również Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia. NIK wyraźnie skrytykowała przebieg programu, uznała go za zbyt kosztowny, źle zaplanowany, mało efektywny i źle nadzorowany przez resort zdrowia.
NIK stwierdziła szereg nieprawidłowości w realizacji Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych. Ustalono, że Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych, który miał zostać opracowany przez zespół resortowy, w rzeczywistości był planowany i realizowany przez stołeczne Centrum Onkologii, zabrakło zatem nadzoru ministerstwa, kontroli wydatkowania pieniędzy. Fundusze dzielone były w sposób nieprawidłowy, zabrakło bezstronnego działania komisji konkursowych, które wyłaniały realizatorów Programu.
Aż w 33 placówkach z 48 skontrolowanych, Izba stwierdziła nieprawidłowości, które dotyczyły nieprawdziwych danych na temat kwalifikacji kadry i aparatury medycznej czy też niewykonywania badań profilaktycznych na podstawie zawartych umów. Z raportu wynika również, że 110 pracowni, wykonujących mammografię (z 294 biorących udział w programie) nie spełniało wymagań technicznych, co przekładało się na jakość badań tego typu. Kontrolerzy ustalili również, że placówki zdrowotne biorące udział w programie nie wywiązywały się z obowiązku przekazywania zgłoszeń nowotworów złośliwych do regionalnych rejestrów onkologicznych.
NIK mając na uwadze znaczenie profilaktyki i wczesne wykrywanie raka, zwróciła uwagę na szkolenia lekarzy w zakresie wiedzy onkologicznej. Okazało się, że pojawiły się duże dysproporcje w liczbie przeszkolonych specjalistów, np. na Mazowszu przeszkolono 506 lekarzy, podczas gdy na Dolnym Śląsku szkoleniem nie został objęty ani jeden. Niektórzy medycy wcale nie byli zainteresowani tego typu dokształcaniem, ponieważ w ich opinii, szkolenia nie niosły ze sobą wymiernych korzyści materialnych.
Pozytywnie oceniono zaledwie kilka działań resortu zdrowia w obrębie Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych. Uznanie w oczach kontrolerów zyskała realizacja programu dotyczącego systemu radioterapii onkologicznej. W ramach tego działania do ośrodków zajmujących się radioterapią trafiły tomografy komputerowe, symulatory. Izba pozytywnie oceniła wykorzystanie funduszy na przebieg programu profilaktyki raka jelita grubego, z uwagi na sfinansowanie przez resort ponad 74 tysięcy badań. Dostrzeżono również działania, które zwiększyły dostęp kobiet do badań profilaktycznych, choć nie bez zastrzeżeń w tym zakresie. Te pozytywne elementy - według NIK - nie są jednak w stanie zrównoważyć długiej listy uchybień i zaniechań.
Nieudolne zmagania
Trudno nie zauważyć, że wyniki kontroli Najwyższej Izby Kontroli nie napawają optymizmem. Program wdrażano nie mając na uwadze potrzeb osób chorych, odpowiedniego zaplecza technicznego, zabrakło przede wszystkim jego dobrej organizacji.
Los pacjentów cierpiących z powodu nowotworu, w świetle wyników kontroli NIK, wydaje się być bardzo trudny. Muszą oni walczyć nie tylko z chorobą, cierpieniem, ale także o prawo do swojego leczenia. Nie powinno dziwić, że wielu z nich obawia się wykonywania badań, jeżeli sprzęt jest nieprzygotowany do tego celu, a lekarz nie posiada podstawowej wiedzy onkologicznej. Tymczasem od odpowiednio przeprowadzonych badań i poprawnej interpretacji ich wyników może zależeć ludzkie zdrowie i życie.
Pozostaje liczyć, że ze stwierdzonych nieprawidłowości i zaniedbań zostaną szybko wyciągnięte wnioski. Może uda się wreszcie ostatecznie „odczarować” raka, poprawić dostępność i jakość badań. Diagnozowanie i leczenie nowotworów na poziomie, który zapewnia szanse na wyleczenie czy przedłużenie życia powinny być priorytetem.
My sami zaś powinniśmy pamiętać, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Pozostaje nam uświadomić sobie czynniki, sprzyjające nowotworom, zmienić styl życia, sposób myślenia i próbować samemu przyczyniać się do zmniejszania ryzyka zachorowania.
Źródła:
www.kodekswalkizrakiem.pl
www.senior.pl
http://www.mamhakanaraka.pl/
Informacja NIK o wynikach kontroli realizacji wybranych zadań „Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych” w latach 2006-2008 (I półroczne), październik 2009.
www.onkologia.org.pl