Malował rybom skrzela
Mordechaj Anielewicz urodził się w roku 1919 w Wyszkowie. Pochodził z biednej rodziny, przed wybuchem wojny mieszkał na warszawskim Solcu. W literackim reportażu Hanny Krall – „Zdążyć przed Panem Bogiem” – Marek Edelman, jedyny ocalały członek komendantury powstania w warszawskim getcie, wspomina, że matka Anielewicza sprzedawała ryby i kazała synowi malować im skrzela czerwoną farbą, by wyglądały na świeże, sam zaś „Mordka” był przed wojną wiecznie głodny. Inny bohater „Zdążyć…”, Henryk Grabowski, kolega Anielewicza z podwórka, zapamiętał go jako rozrabiakę, z którym za młodu uczestniczył w bójkach z chłopakami z innych części miasta.
Anielewicz zdał maturę w roku 1938. Jeszcze w trakcie nauki w hebrajskiej szkole średniej, w roku 1934, związał się z młodzieżową organizacją lewicowo-syjonistyczną Haszomer Hacair. W roku 1937 został dowódcą oddziału (gdudu) Bechazit i członkiem komendy warszawskiej, a w dwa lata później – Komendy Naczelnej.
Wybuch wojny
7 września 1939 Anielewicz uciekł z Warszawy do wschodniej Polski wraz ze swymi podopiecznymi z organizacji Haszomer Hacair. Kiedy tereny te 17 września zajęła Armia Sowiecka, usiłował przedostać się do Rumunii. Nie udało mu się przekroczyć granicy - został schwytany, a następnie aresztowany przez NKWD. Po zwolnieniu wrócił do Warszawy, i kontynuował swoją działalność w Komendzie Naczelnej Haszomer Hacair.
W stolicy przebywał jednak krótko, wkrótce wyjechał do zajętego przez Litwinów Wilna, gdzie spotkał licznych uciekinierów żydowskich z Polski – członków grup młodzieżowych i politycznych. Nawoływał ich do powrotu do okupowanej Warszawy i kontynuowania tam działalności edukacyjnej i politycznej w podziemiu.
Wraz z pierwszą grupą wolontariuszy, w tym swoją dziewczyną Mirą Fuchrer, wrócił do stolicy, gdzie od roku 1940 rozpoczął intensywną działalność w ruchu oporu: współredagował pismo podziemne „Neged Hazerem” (pol. „Pod prąd”), organizował grupy młodzieżowe, prowadził szkolenia, organizował spotkania i seminaria, odwiedzał ugrupowania w innych miastach. Jednocześnie uczył się hebrajskiego, historii, socjologii i swoje poglądy publikował w podziemiu.
Trzeba się bronić
Gdy stało się jasne, że ludność żydowska jest mordowana na wschodnich terenach Europy, Anielewicz zaczął wiosną 1942 roku współorganizować żydowski Blok Antyfaszystowski - organizację działającą w gettach Generalnego Gubernatorstwa i Śląska. W czasie masowych deportacji ludności z getta warszawskiego do Treblinki latem 1942 roku Anielewicza nie było w stolicy – próbował organizować zbrojną obronę na południu Polski.
Gdy powrócił do getta, z 350 tysięcy jego mieszkańców pozostało zaledwie 60 tysięcy. Anielewicz aktywnie uczestniczył w tworzeniu Żydowskiej Organizacji Bojowej – ŻOB (w jej skład weszła m.in. organizacja Haszomer Hacair), która zajęła się budowaniem bunkrów w getcie, likwidowaniem konfidentów i kolaborantów, zdobywaniem broni i prowadzeniem propagandy oporu.
Młody komendant
2 grudnia 1942 roku „Aniołek” stanął na czele ŻOB. Za jego kandydaturą nie przemawiały jakieś szczególne argumenty, był najmłodszy wśród kolegów, nie miał żadnego doświadczenia wojskowego. Jednak bardzo chciał zostać przywódcą. Inni bojowcy docenili jego zapał do walki, ambicję, zdolności przywódcze i energię, i wybrali na swego komendanta. - „Anielewiczowi bardzo zależało na przywództwie ŻOB-u. Był ambitny, młody, odważny. Może nie zawsze miewał trafny osąd. Ale był świetnym dowódcą, do wszelkich działań wnosił dynamizm” - opowiada Marek Edelman w książce „Strażnik” (Rudi Assuntino, Włodek Goldkorn, Kraków 1999).
19 kwietnia 1943 roku Mordechaj Anielewicz stanął na czele ŻOB podczas powstania w getcie warszawskim. Prawdopodobnie został wówczas mianowany na stopień majora. Powstańcy bronili się dzielnie, mimo braku ludzi, broni i żywności. Ich komendant stracił wiarę w zwycięstwo i załamał się dopiero wówczas, gdy okazało się, że akcja pomocy ŻOB-owcom przedsięwzięta przez Armię Krajową nie powiodła się i powstańcy zostali sami.
„Spełniło się największe marzenie mojego życia…”
8 maja 1943 roku bunkier przy ulicy Miłej 18, w którym schroniło się dowództwo ŻOB, został osaczony przez hitlerowców. Wówczas jeden z zastępców Anielewicza wydał komendę do popełnienia zbiorowego samobójstwa. Dowódca obrony getta zginął z własnej ręki, wraz z nim osiemdziesięciu innych powstańców.
Dlaczego żydowscy powstańcy rzucili się do walki z Niemcami, choć nie mieli najmniejszych szans na zwycięstwo? Eli Zborowski, który znał Anielewicza, w rozmowie z Waldemarem Piaseckim odpowiedział krótko: „Bo to było bardzo... polskie i romantyczne. Przecież ci młodzi ludzie byli obywatelami Polski, tyle, że religii mojżeszowej. Byli chowani na polskiej legendzie patriotycznej i romantycznej literaturze powstańczej opisującej beznadziejne militarnie, ale mimo to podejmowane w imię honoru zrywy narodowe”.Anielewicz, podobnie jak jego współtowarzysze, poświęcił własne życie dla idei. W ostatnim liście „Aniołek” napisał: „Spełniło się największe marzenie mojego życia. Żydowska samoobrona stała się faktem. Urzeczywistnił się żydowski opór i odwet. Byłem świadkiem wspaniałej, heroicznej walki bojowców żydowskich.” Zdaniem Edelmana, przywódca ŻOB-u nie powinien popełniać samobójstwa: - „Trzeba było próbować walczyć aż do końca. Albo próbować czegoś innego, na przykład ucieczki” - tłumaczy w „Strażniku” ostatni przywódca powstania w Getcie. - „Ale tam, w bunkrze, wybuchła panika. Niemcy wpuścili gaz i prawdopodobnie nikt nie mógł zapanować nad sytuacją”.
Ku czci bohatera
Imieniem 24-letniego bohatera nazwano oddział partyzancki Gwardii Ludowej, utworzony z uczestników powstania zbiegłych z getta warszawskiego. 25 lipca 1944 Mordechaj Anielewicz został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Walecznych, a w 1945 Krzyżem Grunwaldu III klasy.
Obecnie jego imię nosi kibuc Yad Mordechai w Izraelu oraz jedna z warszawskich ulic. W Wyszkowie, w miejscu gdzie stał dom, w którym urodził się Anielewicz, znajduje się poświęcony mu pomnik z napisami w językach polskim, hebrajskim i angielskim.